Zakaz zmuszania!

Czy macie takie dni, które powinniście poświęcić na wykonanie pilnego zadania, próbujecie więc zabrać się do niego przez większość czasu, a w efekcie tracicie cały dzień na bezowocnych próbach. Co więcej, czujecie się tak jakbyście całą dobę ciężko pracowali, bo właściwie wasze myśli nieustannie krążą wokół zaległego zadania. 

Często właśnie w ten sposób traciłem swój cenny czas. Teraz zdarza mi się to bardzo sporadycznie.  Gdy zastanawiałem się nad rozwiązaniem tego problemu, doszedłem do wniosku, że cały ambaras tkwi w odpowiedzi na pytanie czy potrafimy być szczerzy wobec samych siebie.

Co ma piernik do wiatraka zapytacie…. otóż moi Drodzy – bardzo wiele!!

Szkoła, a czasem rodzice nauczyli nas unikania wykonywania pewnych obowiązków. Prośby o wyniesienie śmieci, posprzątanie biurka kończyły się często odpowiedzią: Zrobię to, ale później. Zadania, od których się „wymigiwujemy” najczęściej są taskami, które ktoś nam deleguje. Sami z siebie nigdy nie chcielibyśmy ich wykonać lub zrobilibyśmy je w tzw. „swoim czasie”. Są to również zadania, których wykonania często się boimy np. w obawie przed porażką. Zjawiskoktóre opisuję nazywa się prokrastynacją. Jest ono szeroko opisane w różnych książkach i źródłach internetowych więc nie będę się na jego temat rozpisywać. Prokrastynacja to w skrócie tzw. odkładanie na później.

Opowiem Wam za to o moim własnym sposobie na prokrastynacje. Pewnie dla wielu z Was śmiesznie to zabrzmi ale ja nauczyłem się z nią ROZSĄDNIE egzystować (powtarzamROZSĄDNIE!!).  Sposób ten wykorzystuję, gdy wiem, że na wykonanie zadania mam jeszcze trochę czasu. Załóżmy, że zbliża się sesja 🙂 🙂 🙂 . Zostało jakieś 15 dni (wieczorów!!) do pierwszego egzaminu. Odpowiedni czas na rozpoczęcie nauki. Dla wielu studentów najtrudniejszym momentem w nauce jest jej rozpoczęcie, postawienie pierwszego kroku. Dla mnie to też trudny etap, jednak gdy jestem  już w wirze pracy nic mnie nie może powstrzymać. Właśnie dlatego, gdy pierwszego dnia zaplanowanego na naukę wyczuwam atmosferę prokrastynacji, ociągania się, wynajdywania ciekawych książek do przeczytania, angażowania się we wszelkie rozpraszacze czasu, odpisywania na zaległe maile i „skrobania” smsów – UWAGA! = poddaję się temu ALE W BARDZO MĄDRY SPOSÓB. Zauważcie, że gdy odciągamy wykonanie jakiegoś zadania, przypominamy sobie o innych zaległych zadaniach i wynajdujemy nowe obowiązki. Mało tego. Zaczynamy realnie mieć na nie ochotę. Wręcz pragniemy je wykonać. Czujemy wielki przypływ energii i żałujemy, że akurat musimy zająć się czymś tak nudnym jak nauka do egzaminu.

Pierwszego dnia zaplanowanego na naukę pozwalam się poddać silę prokrastynacji, Przykładem na to jest pisanie przeze mnie tego posta. Czas poświęcony na pisanie dla Was jest czasem mojego „odkładania na później” nauki do sesji. Jestem przekonany, że dobrze wykorzystuję energię, którą paradoksalnie czerpię z odkładania na później.  To co jest u innych podświadome, ja poddaje kontroli mojej świadomości. Dzięki temu czas „odkładania na później” nauki do sesji nie jest nigdy dla mnie czasem straconym. Bowiem w tym czasie wykonuje zadania, na które akurat mam ochotę i na których wykonanie i tak musiałbym w przyszłości poświęcić czas.

Dla tych, którzy spodziewali się postu o walce z prokrastynacją mam w zanadrzu coś pożytecznego. Jeśli zostało Wam nie 15, a 5 dni do sesji, nie macie czasu na „wykorzystywanie energii płynącej z prokrastynacji”, nie dysponujecie „dodatkowym dniem” na wykonywanie innych zadań.  Moim sposobem w takich sytuacjach jest przemieszczenie się w miejsce, które nastraja do nauki. Dla mnie takim miejscem jest BUW. Kiedy zostało Wam mało czasu, udajcie się tam sami a jedzenie zabierzcie ze sobą do plecaka. Pozbawicie się wtedy pretekstu do rozpraszających rozmów i wycieczek do knajpek na parterze. Nie zabierajcie dużej ilości gotówki. Jeśli sami nie będzie wstanie powstrzymać się od rozpraszających przerw – w ostateczności ograniczą Was pieniądze. 🙂