Piękna, Dzika i Biedna – Moja Gruzja

Do podróży do Gruzji przygotowywałem się, czytając książkę Katarzyny Pakosińskiej „Georgialiki” (podobno we fragmentach splagiatowaną) i „Przewodnik Reportażowo-Kulturowy Gruzja” Giorgiego Maglakelidze. Obie książki mogę szczerze polecić ale nic nie objawi prawdy o tym państwie tak skutecznie, jak samodzielna podróż. Tydzień w Gruzji był tygodniem pełnym piękna, dzikości, szczęścia, a także smutku.

Ze wszystkich legend gruzińskich jakie do tej pory poznałem, najbardziej podoba mi się ta związana z dzieleniem świata między narody przez Boga. Każdy naród otrzymał własny kawałek ziemi. Bóg obdzielił ludzi górami, pustyniami, morzami…. zapomniał tylko o Gruzinach. Po skończonej pracy, Bóg postanowił odpocząć, jednak nagle usłyszał dochodzący z oddali radosny śpiew.  Poszedł w jego kierunku, gdzie spotkał świętujących Gruzinów. Zdziwił się mocno i zapytał: Skąd Wasza radość Drodzy Gruzini? Przecież rozdzieliłem wszystkie ziemie świata, a dla Was nie zostało już nic.  Gruzini na to odparli: Świętujemy rozdawanie ziemi. Bóg ucieszył się bardzo z tej odpowiedzi i zapragnął mieć ten naród blisko siebie. Dał im więc kawałek swojego rajskiego ogrodu, w którym wszystkiego jest dostatek – wspaniałe lasy, ogromne góry, najpiękniejsze morze, a także obfite w owoce winnice. (Giorgi Maglakelidze)

Wielki rower koło Placu Rustavelego w Tbilisi

I rzeczywiście,  Gruzja geograficznie przypomina Raj, jednak panująca tam bieda każe mi porzucić tą wizję. W samym Tbilisi, wszelkie bogactwo i piękno skupione jest wokół głównych ulic, szczególnie Alei Rustawelego. Gdy eksplorujemy miasto głębiej, wychodzimy poza główny turystyczny szlak i kierujemy się w boczne uliczki – widzimy przeogromną nędzę. Walące się budynki, opustoszałe świątynie, stare szmaty porozwieszane nad chodnikami służące za ubrania, a także żebrzący o najmniejszy kawałek chleba kloszardzi. Szczególny kontrast tworzą okolice Pałacu Prezydenckiego. Prezydent ma z niego wspaniały widok na całe miasto, gdyż ten położony jest na dużym wzniesieniu. Ma wspaniały widok – jeśli oczywiście popatrzy daleko w dal, ponieważ jego dom bezpośrednio graniczy z dzielnicą biedy. Spośród ruin co jakiś czas wyłaniają się ekskluzywne, czterogwiazdkowe hotele.

Przejście przez jezdnie w Tblisi graniczy z cudem. Sygnalizacja świetlna dla pieszych prawie nie istnieje, a podziemne przejścia usytuowane są bardzo sporadycznie. Tak podobno jest w całym kraju. Dlatego właśnie nie raz trzeba przejść przez czteropasmówkę, slalomując między pędzącymi samochodami  – najlepiej z zamkniętymi oczami. Techniki przechodzenia przez jezdnie starał się nas nauczyć Dito, rodowity Gruzin, który drugiego dnia naszej podróży, pokazywał nam miasto.

Tbilisi to też labirynt przepięknych świątyń. Podobnie jak Kutaisi, które również odwiedziłem. Każdy kościół czy monastyr wiążę się z jakąś legendą, np.: Kościół Kaszweti. Pewna zakonnica oskarżyła Dawida z Garedży – sławnego duchownego – oto, że jej ciąża to owoc gwałtu dokonanego przez niego. Mnich oznajmił, że jeśli to prawda urodzi dziecko, jeśli kłamstwo – kamień. Nazwa świątyni oznacza „urodzić kamień”. Podobno owy kamień został w ten kościół wbudowany.

W Batumi spędziłem tylko jeden dzień. A szkoda. Gdyby moje wakacje w Gruzji trwały choć jeden dzień dłużej, na pewno poświęciłbym go właśnie na to miejsce. W marcu Batumi  jest zupełnie opustoszałe, żadnych turystów na ulicach, nawet Gruzini pochowani w jakiś zakamarkach, tak jakby czekali tylko na lato – na sezon. Batumi choć puste, nadal piękne- tzw. Las Vegas Wschodu. Szczególnie wieczorem objawia swą wyjątkowość – przede wszystkim poprzez zapierające dech w piersiach oświetlenie. Tylko popatrzcie na Koło Młyńskie, Wieżę Alfabetu, Pomnik Ali i Nino, czy Hotel Sheraton. To dzieła sztuki, nie mówiąc już o Uniwersytecie Technologicznym. Uczelnia ta to wielki wieżowiec z zamontowaną na szczycie miniaturką koła młyńskiego z przyczepionymi do niego kapsułami. Widać, że pierwsi architekci miasta czerpali wzorce z architektury Hiszpanii. Główne ulice, a także plaża przypominają zdjęcia z Barcelony czy Walencji. Jednak Batumi w marcu to przede wszystkim cisza i spokój. Polecam położyć się każdemu turyście na batumskim piasku i po prostu popatrzeć w niebo, można również na chwilę przekręcić głowę, by na przeciw nam stanęły batumskie góry.

Polecam Gruzję!