Samotność – trwoga czy szansa na poznanie siebie?

„Samotność to taka straszna trwoga” śpiewał  wokalista Dżemu Ryszard Riedel. Samotność jest wszędzie, dotyka wszystkich bez wyjątku. Samotność w związku, samotność wśród znajomych, samotność myśli i przekonań. Gdy czujemy samotność, czujemy niedosyt i niezrozumienie. Przez wielu, samotność postrzegana jest jako nieskończona trwoga, bo przecież nie istnieje na świecie osoba, która zrozumie nas w 100 procentach. Samotność jednak to też szansa, by poznać siebie. 

Przyjaźń i związki

Czy wierzycie w czystą, prawdziwą przyjaźń? Ja nigdy nie spotkałem przyjaciela na śmierć i życie.  Są osoby, dla których skoczyłbym w ogień. Są osoby, dla których zrobiłbym wiele, być może bardzo wiele, ale nawet one nie wiedzą o mnie wszystkiego.  Dlaczego tak jest? Może dlatego, że po prostu to niemożliwe. Choć byśmy się bardzo starali, nigdy nie wnikniemy w drugą osobę na tyle, by poznać jej wszystkie motywy postępowania, by być wstanie zrozumieć ją w 100 procentach. Nie możemy też oczekiwać tego od innych osób w stosunku do nas samych. Nikt nigdy nie będzie wstanie chodzić w naszych butach, bo rozmiary naszego własnego ja nie są uniwersalne. Świadomość tego ograniczenia budzi we mnie strach. Myślę, że jest to jedna z najsmutniejszych prawd o świecie, że nie ma drugiej takiej osoby, która nas do końca ogarnia, pojmuje, rozumie. Mam wrażenie, że z tym co czujemy w głębi swojego „ja”, zostajemy zawsze sami. Czasami myślę, że fajnie byłoby mieć swojego klona, takiego samego, tylko może  ciut mądrzejszego, którego mógłbym radzić się w dowolnej chwili. Czy to w ogóle możliwe?

Choć nie jestem katolikiem, wierzę w pewną siłę wyższą, która rządzi światem. Nie wierzę jednak w boga w takim zupełnie tradycyjnym, biblijnym sensie. W kontekście religii, staram się być wszechstronny – nie ograniczam się tylko do czytania jednej księgi. Myślę natomiast, że w każdym świętym piśmie, legendzie o świętych, mitach jest ukryta cząstka prawdy o życiu. Ostatnio na przykład, wysłuchałem ciekawego fragmentu wykładu ojca  Adama Szustaka o małżeństwie „Młodość mija,a ja niczyja”.  Posłuchajcie, warto! Człowiek, nawet w szczęśliwym małżeństwie potrafi być samotny. Jak mówi ojciec Adam Szustak istnieje w człowieku taka cząstka, której przekazać drugiej osobie nie sposób. Nawet przy dużej otwartości, istnieje fragment naszego „ja”, którego druga osoba do końca nie pozna.  To znaczy, że w pewnym sensie i w pewnym stopniu zawsze będziemy „skazani na samotność”.

Bezpieczeństwo

Człowiek nie pragnie niczego bardziej niż poczucia bezpieczeństwa.  Czasem potrzeba bezpieczeństwa jest tak duża, że przewyższa potrzebę szczęścia i spełnienia w życiu. Ja nie wierzę w istnienie bezpieczeństwa. Moim zdaniem, w takim samym stopniu w jakim jesteśmy skazani na sporą dozę samotności w życiu, tak nigdy nie jesteśmy wstanie czuć się w 100 procentach bezpieczni. Bezpieczeństwo to wirtualne pojęcie. Wierzę w miłość. Jest to jedna z najpiękniejszych przygód, jaką możemy przeżyć. Na pewno. Nie wierzę jednak ( być może jeszcze nie wierzę) w słowa  „na zawsze”, „na całe życie” „na wieczność”. To obietnice dawane bez pokrycia – składane na podstawie tego, co czujemy w danej chwili, a przecież nic nie jest dane raz na zawsze. Obietnice te dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa drugiej osobie. Czy to jednak uczciwe? To co czujemy dzisiaj, jutro może być przecież zapomnianą pieśnią. Aby coś trwało całe życie, trzeba nad tym pracować, starać się. Obietnica „nieprzemijającego uczucia” jest więc obietnicą „nieprzemijającej siły i uporu”. Czy w danym momencie jesteśmy wstanie obiecać to drugiej osobie na przyszłość?

Jeśli nie, myślę, że najpiękniej jest mówić wtedy o tym, co przeżywa się „tu i teraz”.  Żyć pełnią tego uczucia, które rośnie w konkretnej chwili i cieszyć się nim. Bez „niepewnych zapewnień”. Nie mówię o tym, że „miłość do końca” nie istnieje, mówię tylko, że nie warto składać obietnicy takiej miłości, bo będzie to zawsze przyrzeczenie złożone w ciemno.

Projekt na życie

Niektórzy mają zaprojektowane całe życie, chcą żeby wszystko zawsze pasowało do ich układanki. To jest teraz, to będzie po tym, a tamto po tamtym. Najpierw przyjaźń, potem związek, potem ślub, potem dzieci. To daje im poczucie bezpieczeństwa. Nigdy takiej układanki nie miałem. Próbowałem taką stworzyć ale nigdy się nie udawało. Staram się nie ulegać tym schematom. Jeśli nim ulegam, to muszę czuć, że na pewno tego chcę. Nie jestem w stanie postępować wbrew sobie. I moim zdaniem, właśnie dlatego  doświadczam poczucia bezpieczeństwa, którego inni poszukują usilnie gdzie indziej, poszukując go często wbrew swojemu szczęściu.

Na wszystko przychodzi czas. Oczywiście, sam ten moment nie przyjdzie. Trzeba walczyć oto by przyszedł, jeśli podskórnie się tego pragnie. Jednak dopóki nie jesteśmy czegoś pewni, do czegoś przygotowani – warto poczekać chwilę – poznać siebie, być może dojrzeć, przeżyć jeszcze trochę w życiu.  Nie zgadzam się natomiast z ojcem Szustakiem ( lub z biblijnym bogiem), że każdy jest powołany do małżeństwa. Myślę, że to powołanie nie dotyka wszystkich osób. Niektórzy najlepiej czują się w swojej własnej samotności.

A na koniec piękna piosenka Dżemu, której tekst wykorzystałem nieco w tytule tego posta i w leadzie 🙂