Co ja tu robię? – czyli w drodze ku sobie

W drodze ku sobie - rowerem przez Majorkę

To stało się niedawno. Ta myśl spłynęła na mnie zupełnie zwyczajnie, tak jak zwyczajnie nadchodzi wiosna lub jak zwyczajnie zielenią się kwiaty. Spłynęła na mnie myśl, która padając na podatny grunt może wywołać w człowieku tylko jedno – rewolucję.

 Dzień prosi o słońce

Biedny podróżnik o tanią podróż

A ja czekam na wiatr

W szaloną podróż zabierze mnie

Do miejsc, o których śnię

Życie i tak pobiegnie swoją drogą

z tomiku poezji „Zatańczyć z wiatrem”

Taka jedna myśl

Byliście kiedyś na dobrym wykładzie motywacyjnym? Jeśli tak, pamiętacie co wtedy czuliście po jego zakończeniu? „O tak, cały świat stoi przede mną otworem! Jestem gotowy na prawdziwą zmianę! Od dziś biegam codziennie rano i jem tylko zdrowe rzeczy – do lata schudnę 10 kg!” alboTeraz nic mnie nie zatrzyma! Uczę się języków, od jutra zaczynam od chińskiego!”. Ta myśl, która dopadła mnie półtora roku temu była zupełnie inna. Nie eksplodowała jak pocisk. Nie zmotywowała do podejmowania wysiłków ponad ludzkie możliwości, ale drążyła skałę… dosłownie jak ten strumień z piosenki Jacka Kaczmarskiego „Źródło”.

Ciągle w trybie

Każdy w życiu dokądś zmierza. Jedni chcą kupować więcej i mieć więcej; drudzy chcą mieć rodzinę i dbać o jej bezpieczeństwo; kolejni mogliby przebalować całe życie, nigdy nie kalając swoich rąk pracą; inni wręcz ubóstwiają pracę i karierę. Są ludzie, którzy przyjmują świat bezrefleksyjnie, są też tacy, którym  w życiu najbardziej zależy na poznaniu siebie.  Łatwo powiedzieć! Poznać siebie, żyć w zgodzie z samym sobą! Pff! Frazesy – ciśnie się na usta. I rzeczywiście, to bardzo trudne. Jak tu znaleźć choć sekundę na pobycie z samym sobą, pomyślenie o własnym „ja”, gdy człowiek przeważnie żyje w trybie: praca – dom, dom – praca. I tak można przeżyć całe życie, nie wiedząc nic o sobie.

Podskórnie, zdajemy sobie sprawę, że tak nie powinno być ale nawet nie ma czasu, aby się przeciwko temu zbuntować.  Współczesny świat jest dość sprytnie pomyślany. Rano trzeba wcześnie wstać, zrobić kanapki, wyprasować ubranie. Potem jedziemy do pracy, pracujemy, a w drodze z pracy jesteśmy uwięzieni myślami gdzieś „między pomiędzy” – niby już trochę w domu, ale jednak jeszcze w firmie. Potem trafiamy na umówione spotkanie ze znajomymi, na spotkanie z dziewczyną, robimy zakupy, naprawiamy kran albo sprzątamy. I jeśli żyjemy w ten sposób, z dnia na dzień, to gdzieś, w którymś momencie, w biegu, ta jedna prosta myśl w końcu uderzy każdego z nas po głowie: Co ja tu robię? Czy jestem tu gdzie chcę być? Właśnie taka myśl mnie uderzyła! Pytanie niby zwyczajne, każdy je sobie czasem zadaje, ale gdy uda nam się na nie odpowiedzieć, mogą stać się różne rzeczy!

Reklama wyszukiwarki Findbed na Facebooku

Tak mało o sobie

W weekend majowy rozmawiałem z koleżanką o rekrutacji do pracy. Śmialiśmy się z pytań, które czasami na takich rozmowach padają ze strony rekruterów. Czy przyłapaliście się kiedyś na zmyślaniu, gdy pada pytanie o wasze wady, zalety, kim chcecie być za 5, 10 lat? Wiele osób nie potrafi na te proste pytania odpowiedzieć. Tak mało mamy okazji do prawdziwego zastanowienia się nad samym sobą, że sami dla siebie stajemy się obcy. Z tego samego powodu, np.: gdy  sięgniemy po książkę o rozwoju osobistym, zazwyczaj czytamy ją omijając wszelkie ćwiczenia. Najczęściej ciężko nam się przyznać przed samym sobą, że napisanie kilku linijek o sobie sprawia nam tak cholerną trudność. Co więcej, wręcz odzwyczailiśmy się od myślenia o sobie. Gdy pięć dni roboczych się kończy, często projektujemy weekend w ten sposób, by nie mieć chwili dla siebie.

Odwrócić myślenie

Czasami myślę, że żyjemy trochę tak jakby nas samych nie było, jakbyśmy sterowali sobą niczym, jakimś super-wypasionym domowym robotem, który zarabia pieniądze, sprząta, robi zakupy i odhacza spotkania ze znajomymi. Nie chcę tak, dlatego jakiś czas temu postanowiłem odwrócić myślenie i spojrzeć na życie w inny sposób. Bo przecież taka powszedniość, nie może być tym, do czego zostaliśmy przeznaczeni…. bo jeśli tak miałoby być, to gdzie w tym życiu  miejsce na indywidualność, na nasze człowieczeństwo i na granicę, które powinny być wytyczane przez nas światu, a nie na odwrót? Gdzie chwila na refleksję, na poznanie siebie, na bycie tylko z samym sobą? Wierzę głęboko, że w pierwszej kolejności zostaliśmy stworzeni po to, by poznać prawdę o sobie. Obowiązki, praca, związki, rodzina – to wszystko jest  po to, by pomóc nam dotrzeć do sedna naszego „ja”, które tkwi w nas samych – nigdzie indziej. Więc by wykonać tą naszą „życiową misję”, musimy skupić się na sobie samych. To jest naszym prawdziwym celem.

https://youtu.be/PyxLaHmOaYM

Moja recepta?

Po pierwsze, postawić siebie w centrum swojego zainteresowania. Może na pierwszy rzut oka brzmi to egoistycznie, bo kojarzy się tylko i wyłącznie z braniem, bez dawania nic w zamian. Zupełnie, nie oto mi chodzi. Poprzez postawienie siebie w centrum, rozumiem to by stawiać więcej wymagań sobie oraz światu, który nas otacza. Postawić siebie w centrum to dokonywać świadomych wyborów na podstawie tego, do czego się dąży i czego obecnie się potrzebuje. Ponadto, to zadawanie sobie pytań:  co mi to da, jeśli to zrobię – mi –  jako człowiekowi, jako osobie? Czy sprawi, że będę szczęśliwszy, czy będzie dla mnie wyzwaniem, czy mnie rozwinie? Warto być wybrednym. Ludzie wybredni odrzucają to, czego nie potrzebują, przez co mają więcej przestrzeni i czasu na to, by poznawać siebie.  Po drugie, warto mieć swój azyl. Chodzi nie tylko o miejsce, ale także o czas, choć wiele osób, mających pozornie dużo czasu w ciągu dnia, nigdy nie znajduje chwili na rozmowę z samym sobą. Dzieje się tak, bo do tego wszystkiego niezbędny jest jeszcze kontekst. Właśnie dlatego,  moim azylem stały się podróże. W czasie podróży nie tylko miejsce, nie tylko czas, którym dysponuję ale także odległość od miejsc, które kojarzą się mi z powszedniością, wspólnie działają na moją korzyść.

Piotr Effler napisał(a):

Wielkie dzięki! Takie komentarze dla mnie dużo znaczą! 🙂